You should get used to this, honey...

Jeśli ktoś życzy sobie być powiadamianym o nowościach, proszę o wpis do księgi gości, gdyż łatwiej później znaleźć odpowiednie linki.
Historia magii: Prolog, Jeden, Dwa, Trzy, Cztery, Pięć


Pięć

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, 22:09:47.

Hm, troszkę wam kazałam poczekać, ale to nic. Jak mówiłam poprzednio, jest to ostatni z rozdziałów napisanych z wyprzedzeniem, więc będą się teraz pojawiać trochę rzadziej.

Miało być bez dedykacji, ale przeczytałam urocze wzmianki o mnie, tak więc rozdział dedykowany Scarley oraz jedynemu Mężczyźnie, który czytuje Charlie.

Smacznego!



Pogoda była wyjątkowo ładna, jak na tę porę roku. Charlie zrobiła wszystko, by tego dnia nie zaspać, jak to miała w zwyczaju, nie musiała się jednak specjalnie starać – Celia od bladego świtu miotała się z kąta w kąt po całym dormitorium, nie zawracając sobie głowy tym, że pozostałe współlokatorki marzą, by jeszcze nie opuszczać objęć Morfeusza. Z różnych kątów pokoju docierały zaspane jęki niezadowolenia. Charlene zdecydowała, że nie da się spać dalej i podniosła się z łóżka. Spojrzała na łóżko Celii – było zasłane z przesadną dokładnością. Blondynka na ten widok nie mogła powstrzymać uśmiechu, jej przyjaciółkę od lat cechowała pedantyczność. Wstała i skierowała się do łazienki. Po prysznicu susząc włosy zastanawiała się nad swoim planem. Nie wiedziała czy będzie skuteczny, wciąż wydawał jej się niedopracowany, jednak nawet jeśli coś miało pójść niezgodnie z jej chęciami, to i tak zamierzonym efektem jest szlaban. Skończywszy swoją toaletę, uśmiechnęła się do swojego odbicia w lustrze, przewiązała włosy błękitną wstążką, jak robiła to każdego dnia, upewniła się, że panicz Black nie oprze się jej aparycji i wybiegła z dormitorium, a jej blond grzywa powiewała za nią niczym chorągiew. Zatrzymała się dopiero w sali wejściowej i ustawiła się w długiej kolejce do odhaczenia się na liście. Odnalazła w tłumie swego przyjaciela i zawołała go.
- Jesteś gotowa? – zapytał odrobinę nerwowo Humfrey, kiedy znalazł się już przy dziewczynie.
- Nie bądź taki zestresowany, słonko – odparła.
Chłopak skrzywił się. Nie rozumiał, jak przyjaciółka może być tak spokojna.
- Jak mam się nie denerwować?
Dawson prychnęła.
- Bierz przykład ze mnie.
- Łatwo ci mówić. Wiesz, ile rzeczy może się nie udać? – zapytał przyciszonym głosem i podał nazwisko woźnemu, gdyż właśnie dotarli do początku kolejki.
- Uspokój się – przykazała mu ostrym tonem, ruszając w stronę bramy. – Nie dopuszczam do siebie myśli, żeby się nie udało. To znaczy, popatrz na mnie – dodała z uśmiechem.
- Oj, Charlie, Charlie, twoja beztroska kiedyś cię zgubi – westchnął.
Dziewczyna roześmiała się w głos.
Po około pół godziny marszu ich oczom ukazały się pierwsze zabudowania Hogsmeade. Przyjaciele skierowali swoje kroki ku Miodowemu Królestwu. Nick co prawda nie chciał zwlekać i żądał, by od razu poszli do pubu „Pod Trzema Miotłami”, gdzie było największe prawdopodobieństwo spotkania panicza Blacka, ale uwielbienie Charlene do pralinek czekoladowych z musem malinowym zwyciężyło. W cukierni spędzili więcej czasu, aniżeli Nick by przypuszczał. Opuściwszy sklep, obładowani wypełnionymi po brzegi torbami, udali się wreszcie do celu.
- I po co było tak panikować?
W Puchonie wszystko aż się zagotowało.
- Na Merlina, Charlie! Skupże się!
Ale panna Dawson już nie słuchała. Jej wzrok bowiem przykuła postać znajdująca się naprzeciw niej, tuż przy drzwiach wejściowych do pubu. Wysoki, dobrze zbudowany chłopak, otulony ciepłą kurtką, wiatr rozwiewał jego czarne włosy. Nawet z takiej odległości dziewczyna mogła dostrzec iskierki tańczące w jego obsydianowych oczach. Był otoczony trzema osobnikami płci męskiej, ale Charlene nie przejmowała się tym – w zasięgu jej wzroku znajdowała się jedynie przystojna sylwetka jednego z nich - Syriusza Blacka. Spostrzegłszy, że Gryfoni wchodzą do środka, pociągnęła Nicka za rękaw kurtki i ruszyła w kierunku gospody.
- Idziemy, Humfrey – rzuciła krótko.
Chłopak podążył za jej wzrokiem i dostrzegł znikające w drzwiach postaci. Uśmiechnął się do swoich myśli. Charlie powoli przełączała się na tryb w akcji, a wtedy nic nie było w stanie jej przeszkodzić. Po chwili oboje znaleźli się wewnątrz „Pod Trzema Miotłami” i rozglądali się szukając wzrokiem swojego celu. Zajęli wolny stolik z dobrym widokiem na paczkę Gryfonów i zamówili sobie po kremowym piwie.
- No i co teraz? – zapytał konspiracyjnym szeptem Nicholas, kiedy kelnerka odeszła w stronę baru.
- Po co ten szept, przecież w tym gwarze i tak nikt nas nie usłyszy – odparła zdegustowana dziewczyna. – Jak to co, wielka improwizacja.
Na twarz panny Dawson wstąpił złośliwy uśmieszek. Pogrzebała w kieszeni płaszcza i wyciągnęła paczkę papierosów.
- Oszalałaś?! Tu nie wolno palić! – zdenerwował się chłopak.
- Wyluzuj, Humfrey – odpowiedziała tylko i podniosła się z miejsca.
Wzięła głęboki wdech, by dodać sobie odwagi i ruszyła w stronę rówieśników z Domu Lwa. W tej chwili w jej głowie kołatała tylko jedna myśl: Daj się złapać, daj się złapać!. Kiedy znajdowała się tuż przy czarnowłosym chłopaku, przypadkiem potknęła się i wylądowała prosto na jego kolanach.
- Co do… - z ust Blacka wyrwało się paskudne przekleństwo, widząc jednak na sobie damę szybko się zreflektował.
- Wybacz, musiałam się potknąć! – zaczęła przepraszać blondynka. – Te wystające deski!
Chłopak zerwał się na równe nogi.
- Ależ nic się nie stało, każdemu się zdarza – odpowiedział głębokim, męskim głosem.
Charlene uśmiechnęła się słodko w odpowiedzi.
- Czy macie może poratować ogniem? – zapytała. – Chciałam zapalić, ale chyba zgubiłam zapalniczkę…
Syriusz sięgnął do kieszeni i wyciągnął własną paczkę i srebrną zapalniczkę
- Panie przodem – powiedział szarmancko i przepuścił dziewczynę przed sobą. – Tak w ogóle to na imię mi Syriusz.
Wiem, ty padalcu.
- Charlie – odrzekła odwracając się.
Wychodząc pokazała jeszcze Nickowi kciuk uniesiony do góry. Po opuszczeniu ciepłego wnętrza gospody, podążyli w jakąś ciasną, rzadko uczęszczaną uliczkę.
- Po co się tak chowamy?
- Po to – Gryfon wskazał jej grupkę nauczycieli zbliżających się do wejścia do pubu. – Nie chciałabyś chyba mieć nieprzyjemności. Jak to się stało, że jeszcze na siebie nie trafiliśmy w tym wielkim zamczysku?
Blondynka zaśmiała się perliście i odgarnęła niesforny jasny kosmyk, który spadł jej na oczy. Podniosła głowę i spojrzała na rozmówcę.
- Cóż, widocznie się mijaliśmy.
Włożyła papierosa do ust, a chłopak natychmiast jej go podpalił, po czym sam zaciągnął się głęboko.
- Damie nie wypada nosić własnej zapalniczki.
Charlene wzruszyła ramionami.
- Niestety, dama musi sobie jakoś radzić – rzekła z uśmiechem.
Syriusz również się uśmiechnął i dziewczyna zauważyła, że jego twarz od razu pojaśniała. Nie wiedziała, czy trenuje to na wszystkich nowo poznanych dziewczynach, jednak postanowiła, że na nią to nie zadziała. Zaciągnęła się Silk Cutem.
- A może dama da się zaprosić na kufel kremowego piwa?
Panna Dawson w duchu zawyła z radości. Wszystko szło zupełnie jak po maśle, ten idiota wpatrywał się w nią jak ciele w malowane wrota, dosłownie jadł jej z ręki. Mimowolnie zatrzęsła się z zimna, jednak Gryfon opacznie odczytał jej mowę ciała.
- No, Charlie – znów ten głęboki ton! – Nie opieraj się, przecież cię nie zjem.
Mówiąc to znajdował się niebezpiecznie blisko niej i z każdą sekundą był coraz bliżej i bliżej.
- Nie tak prędko, mój drogi – powiedziała beztrosko, odsuwając go przy tym od siebie.
Chłopak chyba jeszcze nigdy nie spotkał się z takim oporem ze strony swojej zdobyczy. Dziewczyna siłą przybrała zmartwiony wyraz twarzy.
- Och, kotku, nie załamuj się – owijała sobie go wokół palca używając do tego przymilnego głosu. – Mój przyjaciel ma kłopot, obiecałam mu pomóc. Jednak…
Tu urwała dla lepszego efektu i odwróciła wzrok w stronę głównej ulicy Hogsmeade.
- … jeśli chcesz, moglibyśmy się spotkać wieczorem… - znów zwróciła twarz w jego stronę.
Syriusz posłał jej pełne nadziei spojrzenie.
- W takim razie jesteśmy umówieni. Dziewiąta wieczorem przy wejściu do kuchni, jeśli wiesz, gdzie to jest. Nie spóźnij się! – przykazała mu.
- Nie śmiałbym.
Charlie wyrzuciła wypalonego papierosa w śnieg, posłała mu słodki uśmiech i skierowała się z powrotem do pubu, gdzie czekał na nią Nick. Syriusz natomiast stał jeszcze przez chwilę samotnie odprowadzając ją wzrokiem i przeczesując dłonią swe czarne jak węgiel włosy.


***

Wieczorem Charlie i Nick siedzieli razem w kącie Pokoju Wspólnego. Celia wciąż demonstrowała swoją niechęć do przyjaciół w związku z pomysłem blondynki, toteż zajmowała fotel w możliwie najdalszym zakątku salonu. Jakaś grupka drugorocznych dopingowała dwoje z nich toczących zacięty pojedynek w czarodziejskie szachy, przy kominku para z piątego roku wydawała się zbyt zajęta eksplorowaniem nawzajem swojej osoby, gdzieś obok paczka znajomych śmiała się w najlepsze z jakiejś historii, wielu uczniów zajętych było odrabianiem prac domowych.
- Tęsknię za towarzystwem Celii – westchnął Nick.
Charlene wyrwała się z zamyślenia i poprawiła swoją pozycję w obitym żółta tapicerką fotelu.
- Taa… Ja też – odpowiedziała na wpół sennym głosem. – Co z tym zrobimy?
Pokój Wspólny był teraz oświetlony miękkim światłem płomienia z kominka i słabymi pochodniami, co wprowadzało wszystkich w charakterystyczny dla wieczornej pory marazm.
- Wiesz – Nick również wyprostował się w fotelu. – Misja prawie zakończona, może byśmy z nią porozmawiali.
Panna Dawson zerwała się na równe nogi i rzuciła w przestrzeń siarczyste przekleństwo.
- Która godzina? – zapytała nerwowo.
- Dwadzieścia po dziewiątej – odpowiedział Nick i w tej sekundzie pobladł. – Leć. Biegiem, na co czekasz?!
Dziewczynie nie trzeba było tego powtarzać. Pognała jak szalona do wyjścia z salonu, rozejrzała się i szybko zauważyła zniecierpliwionego, wysokiego bruneta, krążącego po korytarzu. Odetchnęła z ulgą. Podeszła do niego z nonszalancją w kroku i delikatnie dotknęła jego ramienia.
- Wybacz, że musiałeś na mnie czekać.
Gryfon aż podskoczył.
- Chryste, dziewczyno, myślałem, że to woźny.
Blondynka zachichotała pod nosem.
- Aż taka przerażająca nie jestem. No chodź, przecież nie będziemy tutaj sterczeć całą noc.
Pociągnęła go za rękaw koszuli na schody, ten nie opierał się zbytnio. Bez przeszkód dotarli do sowiarni. Charlie zatrzęsła się z zimna i usiadła na parapecie.
- Lubię tu przychodzić – zaczęła. – Nieczęsto ktoś sprawdza czy uczniowie nie przesiadują tu o nieprzyzwoitych godzinach i nie robią nieprzyzwoitych rzeczy.
Posłała mu tajemnicze spojrzenie. Księżyc dokładnie oświetlał jej twarz i odbijał się w jej czekoladowych oczach. Syriusz wcześniej nie zauważył, jak cudownie błyszczą. Podszedł bliżej i stanął dokładnie naprzeciw niej.
- Co masz na myśli mówiąc „nieprzyzwoite”? – zapytał i niby przypadkiem dotknął jej dłoni.
Zeskoczyła z parapetu i spojrzała wyzywająco prosto w jego nieprzeniknione oczy. Sam dobrze wiesz, ty paskudo. Musiała jednak ciągnąć tę grę, obiecała to sobie i Nathalie.
- Zakazanych – szepnęła i nie przerywając kontaktu wzrokowego wyciągnęła z kieszeni papierosa i wsadziła go do swych kształtnych ust.
Black natychmiast jej podpalił, a ona wypuściła chmurkę dymu prosto w jego twarz. W sowiarni panowała niemal idealna cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu pohukiwaniami szkolnych sów.
- Zakazanych – powtórzył powoli. – No cóż, ja nie należę do osób przestrzegających regulaminu szkolnego.
Mówiąc to, wziął z jej dłoni papierosa, zaciągnął się i wyrzucił niedopałek przez okno. Delikatnie, by jej nie spłoszyć, dotknął palcami jej zarumienionego z zimna policzka. Niech cię wszyscy diabli, Black! zdążyła jedynie pomyśleć dziewczyna, zanim jego usta dotknęły jej.
- Bardzo ładnie, ale chyba będzie szlabanik – usłyszeli kiedy tylko oderwali się od siebie.
Charlie uśmiechnęła się do siebie triumfalnie w myślach. W drzwiach sowiarni stał we własnej osobie woźny Filch. Black rzucił jej zdezorientowane spojrzenie i jęknął.
- Za mną.
Oboje powlekli się za woźnym do jego gabinetu. Droga dłużyła im się niesamowicie, jednak dziewczyna w duchu była zadowolona, że jej plan się powiódł. Wiedziała, że Gryfon niczego nie podejrzewa. Po kilkunastu minutach wysłuchiwali już tyrady Filcha na temat potajemnych schadzek i łamania regulaminu. Zapisał w swojej kartotece ich nazwiska, przewinienie oraz wymiar kary - miesiąc indeksowania zbiorów bibliotecznych. Charlene dla większej wiarygodności poczęła marudzić i jęczeć, co niestety wzbudziło w woźnym jedynie większą niechęć, dlatego też umknęli z jego gabinetu jak najszybciej, byle uniknąć większego szlabanu. Kiedy byli już poza zasięgiem jego słuchu, chłopak wreszcie odważył się odezwać.
- Coś nie wypaliło – uśmiechnął się.
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie byłam w stanie tego przewidzieć. – odparła i zatrzymała się.
Byli już przy wejściu do Pokoju Wspólnego Hufflepuffu.
- Muszę już iść, zanim zarobię kolejny szlaban – powiedziała i wyciągnęła rękę w jego stronę. – Miło było.
Skonsternowany chłopak uścisnął jej rękę i odprowadził ją wzrokiem. Stał tak jeszcze przez kilkanaście minut – ta dziewczyna zdecydowanie miała charakter.


***

- Opowiedz mi wszystko jeszcze raz.
Charlene wywróciła czekoladowymi oczyma ze znudzenia i odrzuciła na plecy swoje jasne włosy.
- Na Merlina, Humfrey…
Przyjaciel posłał jej błagalne spojrzenie z kanapy w wyludnionym Pokoju Wspólnym. Dziewczyna westchnęła i rozpoczęła od nowa swoją opowieść. Po chwili urwała i zapatrzyła się w ogień dogasający w kominku – wszak minęła już północ. Pulsujący żar był jedynym źródłem światła, z najbliżej położonych dormitoriów dobiegały przytłumione odgłosy chrapania, a w odległym kącie salonu krzątało się kilka skrzatów domowych. Charlie ocknęła się z odrętwienia i przywołała w myślach wyraz twarzy Syriusza, gdy wchodziła do pokoju i mimowolnie zachichotała.
- Wiesz, właściwie to wszystko nieważne – rzekła do przyjaciela, który od dłuższej chwili próbował sprowadzić jej świadomość znów na ziemię. – Najistotniejsza była jego mina.
Nick uśmiechnął się.
- Ale zdajesz sobie sprawę, że to dopiero początek? – zapytał z przesadną powagą.
- Oczywiście, że tak. Ale już się świetnie bawię.
Dziewczyna nagle ziewnęła przeciągle.
- No, Humfrey, rusz siedzenie, czas na siusiu, paciorek i spać! – powiedziała podniósłszy się z obitego żółtą tapicerką fotela.
Nicholas parsknął śmiechem i podążył w kierunku męskich sypialni.
- Hej, Nick! – dosłyszał jeszcze z oddali głos przyjaciółki, gdy niemal trzymał rękę na klamce od drzwi od swojego dormitorium
- Tak? – rzucił w przestrzeń.
- Od teraz zajmę się tym sama.
Chłopak, mimo iż dla niej niewidoczny, przetarł dłonią swe zielone oczy na znak zdumienia.
- Przecież mieliśmy działać razem! – sprzeciwił się.
- Dam sobie radę, jestem dużą dziewczynką – odparła Charlie i po chwili dodała miękko – Nick, już czas, żebyś porozmawiał z Celią.
Humfrey uśmiechnął się do twarzy szatynki przywołanej w myślach i, nic już nie mówiąc, zniknął za drzwiami swojego dormitorium.

Komentuj [6]



Czytam

Ada, Scorpius, Lily, Grzechy ojców, Regulus, Morbid, Collision, Ariana, Czas utracony, Nolens Volens, Carrie, Hermiona, Narcyza, Gracia, Gilderoy, Monica, Panecea, Syriusz, Analogia strachu, Zatarty szlak

Ocenialnie

Talking about, Oceny Felix Felicis



Szablon wykonała Anka, tylko i wyłącznie dla mnie, więc rączki przy sobie. Jeżeli chcesz podobny, zamów na HP-Szablony.